Do rodzin ofiar II wojny światowej

Opublikowano: 28 stycznia 2020

Brama obozu koncentracyjnego Auschwitz II - Birkenau

Piszę ten list do wszystkich rodzin ofiar II wojny światowej z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz przypadającej 27 stycznia 2020 roku. Auschwitz jest jednym z wielu strasznych symboli tej wojny. Wojna zaczęła się 1 września 1939 roku, gdy wojska niemieckie uderzyły na Polskę. 17 września wkroczyły do Polski ze wschodu wojska rosyjskie. Symbolem ich agresji jest Katyń.

English version of this article here.

To, że w Izraelu 21–22 stycznia odbyły się uroczystości z udziałem przywódcy Rosji, bez prezydenta Polski, jest bardzo niepokojącym znakiem dla nas wszystkich, zwykłych ludzi w Polsce, Rosji, Izraelu, w innych krajach Europy, a także w USA, Kanadzie i na całym świecie. Oznacza to, że politycy wykorzystują historię, aby dzielić ludzi. Wygłaszając przemówienia, chcą nas uczyć nienawiści, zarządzać naszymi emocjami. Dlaczego tak czynią? Czy znów chcą, abyśmy ich słuchali i byli gotowi iść zabijać, gdy nam tak każą?

W Auschwitz zginęło 1,3 miliona ludzi. Jednym z nich był mój wujek, brat mojej mamy, Jacek. Był harcerzem Szarych Szeregów. Został złapany w akcji małego sabotażu – na murze kina pisał, że „tylko świnie siedzą w kinie”. Miał 14 lat, umarł w wieku 17 lat. Trzy lata młodości spędził w obozie koncentracyjnym. Moja babcia do końca swego długiego życia miała ranę w sercu. Moja mama na pamiątkę brata swojemu synowi dała na imię Jacek.

W Katyniu zginął mój dziadek Stanisław. Był legionistą, geografem. Pamiętam, gdy mój syn ponad pół wieku po zbrodni katyńskiej powiedział mi: „Wiesz, mamo, myślę, że dla dziadka Stasia najstraszniejsze, gdy go zabijano, było nie to, że umrze, tylko to, że ma ręce związane i umrze nie jak żołnierz w walce”. Ostatnio rozmawiałam z moją mamą. Była na Pawiaku, przeżyła obóz w Ravensbrück. Ma 97 lat i miewa różne sny. Usłyszałam od niej, że chłopak, który zabił dziadka Stasia, był młody. Zabił, bo był bardzo głodny i mu obiecano, że dostanie chleba. Ale chleba mu nie dano, po zabiciu wielu innych popełnił samobójstwo.

W samym Katyniu zginęło 4,5 tysiąca polskich oficerów, w Ostaszkowie, Kozielsku, Starobielsku Rosjanie zabili kolejnych kilkanaście tysięcy. Katyń to symbol. Mój brat Jacek powiedział mi kiedyś: „Wiesz, do Treblinki tyle wywożono dziennie z warszawskiego getta. A o Treblince się nie mówi”.

Polska straciła 6 milionów obywateli. Rosja straciła 23 miliony. Jest wiele rodzin, które nadal przeżywają traumę wojny nie tylko w Polsce, ale i w Rosji, na Ukrainie, w Niemczech czy w innych częściach Europy i świata. Tak to jest, że ta trauma tkwi i w pamięci, i w genach przez kolejne pokolenia.

Są też rodziny, które w ogóle nie przetrwały wojny, wszyscy ich członkowie zostali zabici. Wystarczy pójść na cmentarz żydowski w Warszawie, by uświadomić sobie, jak wielu ludzi nikt nawet już nie wspomina. Gdy zwiedzałam Żydowski Instytut Historyczny, z zapisków zgromadzonych w Archiwum Emanuela Ringelbluma zapamiętałam zdanie młodej matki, która bolała nad tym, że nikt nie będzie nigdy nawet wiedział o tym, iż jej córeczka w ogóle istniała.

Wszyscy jesteśmy ofiarami wojny. Warszawa jest miastem dwóch strasznych powstań – tego w 1943, i tego w 1944 roku. Dlatego z Warszawy powinno zawsze wychodzić wołanie o pokój. Nie ma sprawiedliwej wojny - tylko pokój jest sprawiedliwy.

Moim marzeniem jest Europa zjednoczona po Ural, w której przestaniemy się bać Rosjan.

Pora, byśmy my, zwykli ludzie, powiedzieli politykom: chcemy pokoju. Wypowiadajcie słowa przebaczenia i pojednania, łączcie, a nie dzielcie. I zajmijcie się ratowaniem życia na naszej planecie. Zjednoczeni, działając solidarnie, damy radę stawić czoła wielkim wyzwaniom przyszłości.

Warszawa, 27 stycznia 2020roku      Alina Kozińska-Bałdyga, wiceprezydentka Polskiej YWCA

English version of this article here.